Jeżeli uważacie, że wypadki samochodowe to wina kierowców, to nie jesteście do końca na dobrej drodze. Wypadek to najczęściej ułamek sekundy, nad którym nawet nie zdążymy zapanować
_________________
Serce wybiera tylko raz... ( ;**
@100 post wysłany dnia 8.02.2010r. o godzinie 13:17
Pomógł: 8 razy Wiek: 16 Dołączył: 25 Mar 2009 Posty: 1427 Piwa: 27/28
145912
Wysłany: Nie 07 Lut, 10 21:23
ziomuś napisał/a:
Oczywiście gdybyśmy stali, to korki byłyby mniejsze?
Nie masz prawka, nie jeździłeś po rondach za kierownicą więc nie wiesz jak to jest. A jako pasażer tego nie zobaczysz.
Nie chodzi mi o to, że macie stać, ale o to, żebyście chociaż nie wymuszali pierwszeństwa, nie pchali się na rondach na chama byle przejechać, sami w końcu piszecie, że czasami warto poczekać, piszecie to do pieszych, ale to tyczy się i Was.
Patryś napisał/a:
najczęściej ułamek sekundy, nad którym nawet nie zdążymy zapanować
Najczęściej? Czasami, najczęściej wypadki spowodowane są pijaństwem kierowców bądź nieuwagą kierowców jak i pieszych.
Skąd wiesz o forum?: z google chyba :) Pomógł: 16 razy Wiek: 22 Dołączył: 08 Gru 2007 Posty: 1971 Piwa: 49/8 Skąd: K-Pom.
875210
Wysłany: Nie 07 Lut, 10 21:29
WujekJoe napisał/a:
że czasami warto poczekać, piszecie to do pieszych, ale to tyczy się i Was.
Poczekamy aż sam wylądujesz na rondzie. Jak jest trochę większy ruch, to tylko na chama wjedziesz. Inaczej możesz sobie pospać.
WujekJoe napisał/a:
Czasami, najczęściej wypadki spowodowane są pijaństwem kierowców
Moze i tak, ale nie zapominaj też, że wina leży po stronie ekologów. Tak samo jak po stronie pijanych kierowców (praktycznie taka sama). Nie pozwalają wycinać ich kochanych drzewek, wiec gdzie uciekać? Albo na czołowe, albo na drzewo.
Skąd wiesz o forum?: z google chyba :) Pomógł: 16 razy Wiek: 22 Dołączył: 08 Gru 2007 Posty: 1971 Piwa: 49/8 Skąd: K-Pom.
875210
Wysłany: Nie 07 Lut, 10 22:18
WujekJoe napisał/a:
Gdyby jeden drugiego przepuścił problemy byłby z głowy.
Mylisz się. Gdyby tak, każdy każdego puszczał, to korki b yłyby większe. Tak, przynajmniej powoli się zmniejszają.
WujekJoe napisał/a:
lepiej żebyś walnął w to ich ukochane drzewko niż w 35 letnią kobietę, która ma męża, dziecko i rodzinę.
No tak, a ja mam dziewczynę i dziecko. I mam walnąc w drzewo i zginąć, bo np. jakiś pijak mi się wytoczy, lub będzie jechał na czołowe. Logiczne myślenie...
Pomógł: 8 razy Wiek: 16 Dołączył: 25 Mar 2009 Posty: 1427 Piwa: 27/28
145912
Wysłany: Nie 07 Lut, 10 22:22
ziomuś napisał/a:
Mylisz się. Gdyby tak, każdy każdego puszczał, to korki b yłyby większe. Tak, przynajmniej powoli się zmniejszają.
Nie mówię o przepuszczaniu siebie jeden przez jednego, ale na przykład co 15- samochodów, korki zmniejszałyby się z obu stron regularnie.
ziomuś napisał/a:
No tak, a ja mam dziewczynę i dziecko. I mam walnąc w drzewo i zginąć, bo np. jakiś pijak mi się wytoczy, lub będzie jechał na czołowe. Logiczne myślenie...
Tak, lepiej walnąć w drzewo bo jak to Hunter napisał? Kto ma większe szanse na przeżycie?
Skąd wiesz o forum?: z google chyba :) Pomógł: 16 razy Wiek: 22 Dołączył: 08 Gru 2007 Posty: 1971 Piwa: 49/8 Skąd: K-Pom.
875210
Wysłany: Nie 07 Lut, 10 22:26
WujekJoe napisał/a:
Kto ma większe szanse na przeżycie?
A czy Ty wiesz jakie to jest uderzenie? Walnij jeszcze w coś porządnego - myślisz że przeżyjesz? Szanse są jeszcze mniejsze. A jak masz kogoś obok? Mają zginąc dwie osoby, czy jedna? Czy Ty byś wybierał swoją śmierć, czy kogoś kogo nie znasz?
Pomógł: 8 razy Wiek: 16 Dołączył: 25 Mar 2009 Posty: 1427 Piwa: 27/28
145912
Wysłany: Nie 07 Lut, 10 22:34
ziomuś napisał/a:
Walnij jeszcze w coś porządnego - myślisz że przeżyjesz?
Myślę, że jak walnę głową "porządnie" w biurko to moje szanse na przeżycie są ogromne. Ale jak przydepnę jakąś biedną myszkę to ona raczej umrze. Pamiętaj, że wy jadąc siedzicie w pewnym sensie w czym co Was również chroni. To taka wasza swoista ochrona, niczym konserwa w puszce.
Dziwne porównanie - cóż.
ziomuś napisał/a:
A jak masz kogoś obok? Mają zginąc dwie osoby, czy jedna? Czy Ty byś wybierał swoją śmierć, czy kogoś kogo nie znasz?
Takie wybory nie są łatwe i często nie ma na nie czasu, ale myślę, przynajmniej na tą chwilę, że wolałbym spaprać życie sobie niż osobie która sobie na to często nie zasłużyła i której w dodatku nie znam.
Skąd wiesz o forum?: z google chyba :) Pomógł: 16 razy Wiek: 22 Dołączył: 08 Gru 2007 Posty: 1971 Piwa: 49/8 Skąd: K-Pom.
875210
Wysłany: Nie 07 Lut, 10 22:43
WujekJoe napisał/a:
wolałbym spaprać życie sobie niż osobie która sobie na to często nie zasłużyła i której w dodatku nie znam.
A gdybyś miał rodzinę? Chyba byś wolał zabić kogoś kogo nie znasz, kogoś kto może wcale nie ma nikogo, nie ma gdzie wracać, lub chce się zabić, niż spaprać w pewnym sensie życie komuś, kto Cię kocha...
Ja na pewno bym wybrał wjechanie w kogoś niż w drzewo, jeśli bym miał miejsce żeby tak odbić. Otóż pieszy, w którego bym walnął, miałby większe szanse żeby przeżyć niż ja wjeżdżając w drzewo.
WujekJoe napisał/a:
To taka wasza swoista ochrona
Złe rozumowanie. To nie jest ochrona. Bo ta niby ochrona często nas zabija...
Pomógł: 8 razy Wiek: 16 Dołączył: 25 Mar 2009 Posty: 1427 Piwa: 27/28
145912
Wysłany: Nie 07 Lut, 10 22:51
ziomuś napisał/a:
Chyba byś wolał zabić kogoś kogo nie znasz, kogoś kto może wcale nie ma nikogo, nie ma gdzie wracać, lub chce się zabić, niż spaprać w pewnym sensie życie komuś, kto Cię kocha...
A skąd ja mogę widzieć, że on nie ma rodziny, nie ma żony chorej na raka, której jest potrzebny? A co mnie interesuje jego chcę zabicia się, tym bardziej powinienem zabić siebie, żeby udowodnić mu, że jednak nie jest taki beznadziejny za jakiego się ma, może to by mu pomogło, poza tym ja nie jestem od tego żeby pomagać ludziom się zabijać, ziomuś, zastanów się. Poza tym nikt nie zasłużył sobie na śmierć z niczyjej ręki (oczywiście nie licząc gwałcicieli, morderców itp.)
ziomuś napisał/a:
Złe rozumowanie. To nie jest ochrona. Bo ta niby ochrona często nas zabija...
To tak jak pasy, czasami ratują, czasami zabijają.
Nie zwalaj winy na ekologów, lepiej żebyś walnął w to ich ukochane drzewko niż w 35 letnią kobietę, która ma męża, dziecko i rodzinę.
Dokładnie tak, jak mijam kierowców w samochodach, to mam nad nim wyswietlone pełne dane: ten ma dziecko i zone, ten zone i dwójke dzieci, a ten jest sam czyli w niego mogę ewentualnie uderzyć. [ironia]
To ja tutaj wyjaśnię czystą fizykę. Jeśli uderzasz w biurko głową, to co działa na Ciebie siłą ? Czujesz ból, związany z uderzeniem. I mówisz ze to Ty uderzyłeś w biurko. To prawda. Ale prawdą też jest to, ze biurko oddziałuje na Ciebie dokładnie taką samą siłą. Nie wierzysz mi to poczytaj trochę o tym, jeśli fizyka niezbyt Cię interesuje. A jak to wiesz już, to pewnie też wiesz, ze dokładnie taka sama zasada działa w momencie uderzenia samochodu w drzewo. Samochód uderza w nie z siłą F. Jednak drzewo "oddaje" mu z tą samą siłą.
Zaraz mi się pieszym zasłonisz, ze pieszy nie odda tak samo. Błąd. Odda. Tylko odczuwalność jest inna. Z taką samą siłą uderzy on w mój samochód kiedy jadę. Jedyny jego problem, to to, ze uderzam w niego blachą a nie swoim ciałem. A on nie ma tego pancerza.
A to co piszesz na temat pieszych, zeby zabić siebie i swoich bliskich, toś ciężki wariat.
Wyobraźmy sobie sytuację:
Jedziesz samochodem, prowadzisz. W aucie siedzi 5 osób: Twoi rodzice, Twoja żona i Twoje dziecko i Ty. Jesteś na zwykłej drodze, jedziesz pod górę zgodnie z przepisami z prędkością 90km/h w terenie niezabudowanym, na drodze nie ma żadnych ograniczeń. Z prawej strony idzie pieszy. Jest oznakowany, dobrze widoczny w odblasku.
Masz kolumnę samochodów jadącą w jedną jak i w drugą stronę (nie jest to korek! - po prostu jadą jeden za drugim) Nagle widzisz taką sytuację manewr wyprzedzania rozpoczynają 3 samochody (jeden za drugim wjeżdżają na Twój pas ruchu). 2 auta chowają się i kończą manewr. 3 nie ma miejsca, jedzie prosto na Ciebie [to standardowa sytuacja nazywana wyprzedzaniem na trzeciego]
Przypominam - cała sytuacja ma miejsce jadąc pod górę, krótko rzekłszy nie jesteś w stanie zauważyć niebezpieczeństwa, chyba nie muszę tłumaczyć czemu.
I teraz masz wybór:
a)odbijasz kierownicą, uciekając "do rowu" potrącasz pieszego. Poturbowani, ale cali wychodzicie z całej sytuacji
b)Jedziesz na czołówkę z tym samochodem, giniecie wszyscy
c)Starasz się wymanewrować. Udaje Ci się odbić autem w prawo. Jednak samochód uderza w lewą stronę Twojego pojazdu. Giniesz Ty i pasażer siedzący za Tobą odnosi obrażenia.
Udziel mi teraz odpowiedzi, jaką wybierzesz.
To jedna z częstszych sytuacji na drogach - wyprzedzanie na wzniesieniu. Celowo umieściłem tutaj pieszego choć jest on rzadko w takich miejscach.
Jednak chyba nie zrozumiesz faktu, ze ratuje się w aucie siebie i bliskich a nie byle pijaka, jak ziomuś napisał.
Jestem pewien, ze za minimum 2 lata, kiedy zakładam, zdasz prawo jazdy i zaczniesz jeździć, zmienisz zdanie. I wydaje mi się, ze wtedy napiszesz: "Sorry chłopaki mieliście rację".
Wiem, wiem, że zaraz mnie wyśmiejesz ze tak na pewno nie będzie, itd, ale....
To taka wasza swoista ochrona, niczym konserwa w puszce.
no nie do końca... jeśli w coś lekko rąbniesz to spoko. gorzej jeśli auto się dość porządnie uszkodzi [zgniecie], a Ty będziesz w środku.
poza tym jeśli prowadzisz, masz bezwarunkowy odruch, że w chwili zagrożenia mimo woli ratujesz siebie... taki odruch samozachowawczy. raczej nie myślisz wtedy pieszy czy ja?
i jeszcze jedno- jaka taki pieszy wedrze się na jezdnię to zauważ jakie to niebezpieczeństwo nie tylko dla niego: kierowca chcąc uniknąć wjechania w delikwenta, może wpaść w poślizg, zjechać na przeciwny pas, wjechać na chodnik, gdzie stoją ludzie...
kierowca ma 'ciężkie życie'. jadąc musisz myśleć o sobie, o delikwencie z tyłu, z przodu, z boku i jeszcze rozważyć pieszych. nawet nie wiesz jakie ludzie mają odpały... we mnie już nie jeden raz by ktoś wjechał, bo się wpieprza na chama, albo w ogóle nie potrafi się zachować na OZNAKOWANYM rondzie, gdzie ma ślicznie strzałeczki na jezdni pomalowane... trzeba być przewidującym i nie ufać do końca.
Pomógł: 8 razy Wiek: 16 Dołączył: 25 Mar 2009 Posty: 1427 Piwa: 27/28
145912
Wysłany: Pon 08 Lut, 10 20:33
Hunter napisał/a:
ten ma dziecko i zone, ten zone i dwójke dzieci, a ten jest sam czyli w niego mogę ewentualnie uderzyć. [ironia]
O tym też mowie, nigdy nie wiem, kogo rozjeżdżam.
Hunter napisał/a:
a)odbijasz kierownicą, uciekając "do rowu" potrącasz pieszego. Poturbowani, ale cali wychodzicie z całej sytuacji
Nigdy nie mam pewności, że pieszy przeżyję, więc to odpada, nie mógłbym przez całe życie myśleć o tym, że kogoś zabiłem, wole sam zginąć.
Hunter napisał/a:
b)Jedziesz na czołówkę z tym samochodem, giniecie wszyscy
c)Starasz się wymanewrować. Udaje Ci się odbić autem w prawo. Jednak samochód uderza w lewą stronę Twojego pojazdu. Giniesz Ty i pasażer siedzący za Tobą odnosi obrażenia.
Z tych dwóch wybieram c. Oczywiste jest że zależy mi na jak najmniejszej szkodliwości wiec zabijam tylko siebie.
Hunter napisał/a:
To jedna z częstszych sytuacji na drogach - wyprzedzanie na wzniesieniu. Celowo umieściłem tutaj pieszego choć jest on rzadko w takich miejscach.
Oczywiste jest, że jeżeli nie ma pieszego to wybieram a i zjeżdżam w rów.
Hunter napisał/a:
Jednak chyba nie zrozumiesz faktu, ze ratuje się w aucie siebie i bliskich a nie byle pijaka, jak ziomuś napisał.
Chyba nie zrozumiesz faktu, że nikt, (oprócz przypadków opisanych w postach wyżej) nie zasługuję na śmierć, nawet byle pijak.
Hunter napisał/a:
"Sorry chłopaki mieliście rację".
Wiem, wiem, że zaraz mnie wyśmiejesz ze tak na pewno nie będzie, itd, ale....
Nie wykluczam takiej sytuacji, w ciągu 2-3 lat, moje myślenie może się zmienić.
młoda napisał/a:
no nie do końca... jeśli w coś lekko rąbniesz to spoko. gorzej jeśli auto się dość porządnie uszkodzi [zgniecie], a Ty będziesz w środku.
Tu masz rację, ale w tej sprawie to do producentów samochodów. Albo zatrzymywać się na przejściach i uniknąć chociaż części wypadków.
Tu masz rację, ale w tej sprawie to do producentów samochodów. Albo zatrzymywać się na przejściach i uniknąć chociaż części wypadków.
to co czołgiem mamy jeździć?
wybacz, ale rozbawiło mnie to. wszystko zależy od siły uderzenia, i tego w co wjedziesz.
poza tym popatrz na to realnie- czy ma sens wpychanie się na chama na ulicę, przed maską, w ostatniej chwili- po prostu chamskie wymuszenie? pieszy ryzykuje życiem, a ja jako kierowca tylko rozwaloną maską, szybą.. itd? co jest cenniejsze, moja bryka czy życie? bo moim zdaniem życie, i nie warto ryzykować, nie ma co się śpieszyć, lepiej poczekać minutę dłużej niż za szybko umrzeć o kilkanaście dobrych lat.
sama czasem się wkurzam, że nikt mi się nie zatrzyma i nie puści, ale mam to w dupie. nie będę wchodzić na chama, bo życie mi miłe. a reakcja kierowcy może być opóźniona [chociażby ze zmęczenia, pogody itd.].
WujekJoe napisał/a:
Albo zatrzymywać się na przejściach i uniknąć chociaż części wypadków.
albo piesi po prostu mogą spokojnie stać i poczekać niż prosto przed maską wchodzić...
babcie emerytki to kochają takie wchodzenie znienacka... czają się- stawia nogę, cofa się, i w ostatniej chwili rusza ._.
Skąd wiesz o forum?: z google chyba :) Pomógł: 16 razy Wiek: 22 Dołączył: 08 Gru 2007 Posty: 1971 Piwa: 49/8 Skąd: K-Pom.
875210
Wysłany: Wto 09 Lut, 10 17:08
WujekJoe napisał/a:
Nigdy nie mam pewności, że pieszy przeżyję, więc to odpada, nie mógłbym przez całe życie myśleć o tym, że kogoś zabiłem, wole sam zginąć.
Ty słyszysz sam siebie? Jadąc samochodem nie pomyślisz nawet o tym - nasz mózg automatycznie zaczyna nas ratować, wbrew naszej woli. Nawet jeśli chciałbyś uderzyc w drzewo, to byś nie mógł, chyba że nie byłoby innego wyjścia, lub przypadkiem. Ale nigdy specjalnie.
WujekJoe napisał/a:
Z tych dwóch wybieram c. Oczywiste jest że zależy mi na jak najmniejszej szkodliwości wiec zabijam tylko siebie.
Ja chetnie poczekam aż będziesz miał prawko i staniesz w takiej sytuacji - na pewno byś nam napisał, że ratowałeś siebie. Teraz piszesz, że wolałbyś zginąć, ale wbrew pozorom w takiej sytuacji nie chcesz.
No i to jest beznadziejne, żeby tracić życie przez np. jakiegoś nic nie wartego alkoholika, lub przestępcę...
WujekJoe napisał/a:
Chyba nie zrozumiesz faktu, że nikt, (oprócz przypadków opisanych w postach wyżej) nie zasługuję na śmierć, nawet byle pijak.
Nagle chcesz ratować pijaków? Zastanów się... Lepiej przejechać byle kogo (bo i tak nie znasz), niż zrobic coś sobie i znajomym/rodzinie.
WujekJoe napisał/a:
Nie wykluczam takiej sytuacji, w ciągu 2-3 lat, moje myślenie może się zmienić.
Na 99,9% się zmieni.
Te wypadki są głównie przez ekologów i nasz kochany rząd.
Ekolodzy zawinili, bo nie pozwalają wyciąć tych ich drzewek - ja bym nawet nie czeka, i wziął piłe
A politycy, ponieważ nie zrobią chodników, anie przejść pod drogą/nad drogą. Wtedy znacznie mniej byłoby wypadków. A do tego jakieś mocne barierki przy drogach.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum